Przysięga wierności

 Rozpoczynamy cykl artykułów o mniej lub bardziej znanych ideologach/bojownikach/wydarzeniach świata dżihadu.


17 października 2004 roku grupa Jama'at al-Tawhid wal-Jihad wydała oświadczenie, wedle którego jej lider Abu Musab al-Zarkawi złożył przysięgę wierności (bay’ah) Szejkowi Osamie bin Ladenowi. Tak powstała Al-Kaida w Iraku. To zjednoczenie będzie miało kolosalne skutki w przyszłości. Ale po kolei.



Zanim doszło do zjednoczenia, przez osiem miesięcy trwały rozmowy i negocjacje. Wysłannikami al-Kaidy byli przebywający dziś w Guantanamo Abu Faraj al-Libi oraz Abd al-Hadi al-Iraqi, z kolei a-Zarkawiego reprezentował Abu Ja'far al-Iraqi. Co ciekawe bin Laden nie był aktywnym ogniwem negocjacji, rolę tą przejął jego zastępca al-Zawahiri; taki ruch umożliwił sprawniejsze i szybsze negocjacje oraz podejmowanie decyzji.

Dla centralnego kierownictwa al-Kaidy Irak wydawał się łakomym kąskiem; przede wszystkim miała to być bezpieczna przystań dla Departamentu Operacji Zewnętrznych, gdzie szkolono by nowych rekrutów i planowano kolejne zamachy w imię globalnych ambicji grupy. Szczególnie w sytuacji ogromnych problemów z jakimi borykała się organizacja w Pakistanie; masowe aresztowania członków, naloty na biura, duże koszty operacyjne. W pewnym momencie wręcz uniemożliwiono jakiekolwiek działanie grupy. Irak stał się miejscem masowego napływu nowych rekrutów z całego świata, w niektórych momentach tak dużego, że wprowadzano ograniczenia. Al-Zarkawi i jego bojownicy odnieśli wiele sukcesów, chwaląc się, że odpowiadają za 90% operacji w regionie. Kontrolowali wiele miast i obszarów, nie brakowało im amunicji i uzbrojenia oraz niezbędnych funduszy na prowadzenie walki.

Kwestiami spornymi między obiema grupami były lokalne arabskie rządy oraz szyici. Strategią al-Kaidy była walka z Amerykanami, dopiero w kolejnym etapie dżihadu bojownicy mieli zwrócić się przeciwko rządom państw arabskich, kwestia walki z szyitami również miała zostać odłożona na inne czasy. Al-Zarkawi miał inne spojrzenie; według niego walka z arabskimi rządami (apostatami) stanowi taki sam priorytet, jak walka z Amerykanami (najeźdźcami). W podobnym tonie wypowiadał się na temat zwalczania szyitów. I był niezwykle uparty w swoich stanowiskach, nie chciał ich rewidować, ani tym bardziej wycofywać się. Wiedział też, że to on jest silniejszą stroną w negocjacjach i to jego program ostatecznie zostanie zaakceptowany. Miał rację. Nie bez znaczenia była też zmiana polityki al-Kaidy „atakujcie tylko Zachód” na „atakujcie Zachód i lokalne reżimy” – dopiero wtedy Zarkawi zdecydował się rozmawiać.

W październiku większość kwestii została omówiona, strony doszły do (częściowego) porozumienia, a kierownictwo obu grup dało zielone światło. 17 października 2004 roku ogłoszono światu zjednoczenie i złożenie przysięgi bin Ladenowi – tak powstała al-Kaida w Iraku. Mimo formalnej unii Zarkawi wciąż podążał swoją drogą, nie patrząc na zdanie przełożonych w al-Kaidzie. Uparty i bezkompromisowy Jordańczyk przez kolejne 19 miesięcy i 21 dni dawał się we znaki Centrali. Ale to już historia na inną opowieść.

Komentarze